W pierwszym tygodniu będziesz robić kleksy. To właściwy wynik na pierwszy tydzień — pierwsze rzeźby każdego są kleksami, także osób, których pracę próbujesz naśladować. Celuj w liczbę prób, a nie w jakość pojedynczej, i rzeźb ten sam temat trzy razy zamiast mozolić się nad nim raz. Postęp w rzeźbieniu to głównie percepcja, a percepcja poprawia się przez powtarzanie, a nie przez staranność.
Jedyna zasada, którą warto przyswoić od razu, to kolejność działań: duże kształty, potem średnie, potem małe, i nigdy nie przechodź do kolejnej skali, dopóki obecna nie wygląda poprawnie. Prawie każda nieudana rzeźba początkującego to detal dodany na sylwetce, która nigdy nie była dobra, co jest podwójnie bolesne, bo poprawianie sylwetki niszczy wtedy detal. Z tego samego powodu nie dziel mesha za wcześnie — więcej trójkątów nigdy nie uratuje złego kształtu, tylko sprawi, że kosztowna jest jego zmiana.
Ucz się mniej narzędzi, a więcej formy. Kuszące jest przerobienie każdego pędzla z katalogu i to najczęstszy sposób na stracenie miesiąca. Clay, smooth, grab, dam, pinch i flatten wystarczą do pełnej rzeźby; resztę dodawaj, gdy napotkasz problemy, które rozwiązują. Potem rzeźb proste obserwowane obiekty — jajko, jabłko, kamyk — które brzmią banalnie, a takie nie są, bo uczą oceniać sylwetkę, gdy nie ma się za czym schować.
Gdy dojdziesz do postaci, rób części przed całością: nos, ucho, oko z oczodołem, dłoń. I rzeźb czaszkę, zanim spróbujesz twarzy. To krok, który ludzie pomijają, a który daje najwięcej, bo twarz to miękka powierzchnia narzucona na twarde punkty orientacyjne — łuk brwiowy, kość policzkowa, szczęka, skroń — a gdy wiesz, co jest pod spodem, każda kolejna rzeźba głowy się poprawia. Daj temu około trzech miesięcy krótkich, regularnych sesji; trzydzieści minut dziennie bije pięciogodzinną sobotę.